Wyniki konkursu Tzolkin: Kalendarz Majów!

TzolkinCieszę się, że nasz konkurs tak się Wam spodobał. W sumie – na stronie i na Facebooku – napisaliście ponad 100 odpowiedzi. I jak tu wyłonić zwycięzcę? Nie było łatwo! Na szczęscie, REBEL.pl ruszył mi z odsieczą! Po przeczytaniu Waszych odpowiedzi i przejrzeniu swoich zasobów dołożył do konkursu dodatkową nagrodę! Jeszcze jeden egzemplarz Tzolkina! Fajnie, prawda?

I w ten sposób jeden egzemplarz Tzolkina: Kalendarza Majów wędruje do Michała Tukalskiego a drugi (ufundowany przez REBEL.pl) do klubu Planszowe Tychy, który ma niezwykłych fanów. Zaciekle walczyli o zwycięstwo! :) Dostarczeniem gry do klubu obarczymy Witolda Michalskiego. Gratulacje! Proszę o Wasze dane do wysyłki na mój adres e-mail: ania[małpka]boardgamegirl.pl lub przez wiadomość na Facebooku. A oto zwycięskie zgłoszenia:

Michał Tukalski:

Jestem członkiem Zespołu Pieśni i Tańca. Tworzymy sporą grupę, która z uwagi na częste próby i dużo wspólnie spędzanego czasu trzyma się bardzo blisko siebie. Dwa lata temu dziewczyny wpadły na pomysł, że zorganizują sobie wrześniowy damski wyjazd. My, faceci, nie mogliśmy być gorsi, więc w rewanżu pojechaliśmy w męskim gronie w grudniu na narty. Żeby nie nudzić się za bardzo wieczorami wzięliśmy zapas butelek oraz kilka planszówek. Jedną z nich był właśnie Tzolkin. Kolega Wojtek (zwany dalej „Krzakiem” – od nazwiska) pożyczył go od znajomego. Oczywiście główne pudełko zostało w domu, a wszystkie elementy popakowane w mniejsze pudełeczka i woreczki jakimś cudem udało się zmieścić w torbie. Krzaku był jedyną osobą, która wcześniej grała w Tzolkina, ale tylko raz. Bardzo mu się wtedy spodobało, i namawiał nas intensywnie, aby w końcu w tę grę zagrać. Był jeden problem. Gra jest dla czterech graczy, a nas było ośmiu. A w naszym ciasnym pokoju nie było niestety możliwości rozstawienia dwóch gier jednocześnie. Dominował więc karciany Blood Bowl, do którego dopisaliśmy własne zasady adaptujące go do większej ilości graczy. Cudo! Jednak w końcu przyszło takie popołudnie, że czterech z nas nie miało ochoty na kolejne rozgrywki brutalnego footballu. I gdy zapadła decyzja, że gramy tylko w czwórkę, Krzaku z szerokim uśmiechem oznajmił: „OK, to ja rozłożę Tzolkina!”.
Nikt nie miał nic przeciwko, bo skoro gra taka świetna, to z chęcią spróbujemy. Ustaliliśmy, że zdążmy jeszcze pójść do sklepu, a Wojtek w tym czasie rozłoży wszystkie elementy i odświeży sobie zasady. W drodze powrotnej ze sklepu spotkaliśmy jednego z organizatorów, który poinformował nas, że za godzinę rozpoczyna się jedna z atrakcji wyjazdu – rozgrywki w Buzza na playstation, które miały odbyć się dopiero następnego wieczoru, jednak musiały zostać przełożone. Gdy wróciliśmy, Tzolkin był gotowy. Jednak ponieważ na Buzza ostrzyliśmy sobie zęby od początku wyjazdu (dlaczego aż tak bardzo, to już zupełnie inna historia), nikt, nie wyłączając Wojtka, nie miał wątpliwości, że Tzolkina należy przełożyć na później. Krzaku skwitował sytuację tylko jednym zdaniem: „OK, to ja złożę Tzolkina”. Już bez uśmiechu na ustach. Turniej w Buzza nam się udał. Ale w Tzolkina, ku mojemu osobistemu rozczarowaniu, już nie udało się zagrać. Pamięć jednak pozostała, gdyż do tej pory w całym naszym Zespole funkcjonuje żartobliwe powiedzenie „rozłożyłem Tzolkina” albo „idź rozłożyć Tzolkina”, co oznacza wykonanie jakiejś czasochłonnej czynności, która nie ma większego sensu. 
Z tego też względu byłoby miło podarować Krzakowi Tzolkina. Z jednej strony na pamiątkę tamtego (bardzo udanego z resztą) wyjazdu, a z drugiej, aby miał na swojej półce choć jedną grę, która nie jest przeznaczona dla jego sześcioletniej córki. Jak przyniesie kiedyś na jedno z naszych planszówkowych spotkań właśnie Kalendarz Majów, to popadamy ze śmiechu. :)

Witold Michalski:

Obdarował bym nie osobę, a organizację. Planszowe Tychy to świetna inicjatywa, która łączy niemałe grono miłośników planszówek. Na cotygodniowe spotkania przychodzi regularnie 50 osób, a fanpejdż polubiło już ponad 600! Działają non profit, a ich biblioteczka poszerza się o gry wygrane w konkursach i ewentualne darowizny. Dlatego własnie to im podarowałbym T’zolkina, bo wiem, że tam ta gra będzie wykorzystana w 200%, a skorzysta z niej nie jedna, nie dwie osoby, a naprawdę spora grupa graczy. Bo robią to z pasji i dla ludzi! T’ZOLKIN DLA PLANSZOWYCH TYCHÓW!