Zdradzone miłości, cz. I – Euphoria: Build A Better Dystopia

peknieteserceWalentynki już za nami. Serca – plastikowe, wołowe, animowane, zakochane – zaświeciły swoimi urokliwymi lampeczkami po raz ostatni, by wreszcie zamigotać, zgasnąć i zniknąć na zawsze. Albo przynajmniej do przyszłego roku, gdy trzeba będzie znowu wyjąć dekoracje na 14 lutego. Całe to zamieszanie (któremu oczywiście wbrew stosownym deklaracjom i ironicznym uśmieszkom uległem) wprawiło mnie w stan pewnego rodzaju zadumy. W końcu, jakby nie patrzeć, naprawdę lubię grać planszówki. Uwielbiam. A może nawet… kocham? Z jakiegoś jednak powodu jest tak, że ogromna większość gier, które przewijają się przez moją kolekcję, zostaje zagrana raz, może dwa razy, a potem wędrują zapomniane na półkę, aż wreszcie przyznam sam przed sobą, że już w nie nie zagram i trafiają na sprzedaż lub wymianę. Najgorsze jest to, że mnie się te gry naprawdę podobają. Dostają 8/10, 9/10. A potem… płomienne uczucie wygasa, gra idzie w odstawkę, znajduję sobie nową miłość. Kochliwy jestem? Może jestem. A może to z tymi grami jednak coś jest nie tak?

euphoriaNiniejszym otwieram nowy cykl pod tytułem „Zdradzone miłości”, w którym będę próbował odpowiedzieć na proste pytanie: „Dlaczego musiałem z Tobą zerwać?”. Na pierwszy ogień Kickstarterowa nowinka: Euphoria, Build A Better Dystopia.

Czytaj dalej